18 lat przyjaźni i... 18 lat na diecie. Czego nauczyły mnie moje przyjaciółki?
Share
Poznałyśmy się niemal dwie dekady temu. Pamiętam to jak dziś – pierwsze ząbki naszych dzieci, nieprzespane noce i niekończące się rozmowy o wszystkim. Choć jesteśmy w różnym wieku, połączyło nas macierzyństwo i to szczególne więzi, które buduje się przez lata.
Przez te 18 lat świętowałyśmy razem wszystko: od pierwszych urodzin naszych pociech, przez ich komunie, teraz czekamy na osiemnastki. Ale w tle tych wszystkich pięknych chwil, od lat słyszę tę samą nutę: „Od poniedziałku muszę zacząć liczyć kalorie”, „Przed tym weselem muszę przejść na dietę”, „Znowu waga poszła w górę, wracam do aplikacji”.
Patrzę na nie – mądre, spełnione, wartościowe kobiety – i serce mi pęka, bo widzę, jak od 18 lat kręcą się w tym samym błędnym kole.
Pułapka „od wydarzenia do wydarzenia”
Moje przyjaciółki są mistrzyniami matematyki. Potrafią w głowie wyliczyć kalorie z kawałka sernika na imieninach, ale wciąż czują się bezradne wobec własnego apetytu. Ich życie dietetyczne przypomina sinusoidę:
- Faza rygoru: Liczenie każdego grama, ważenie sałaty, euforia, bo waga spada (choć to głównie woda i glikogen).
- Faza życia: Komunia, wesele, wakacje. Pojawiają się emocje, radość, jedzenie u cioci. System „kalorii” się sypie, pojawia się poczucie winy.
- Faza powrotu: „Od nowa Polska Ludowa” – powrót do punktu wyjścia, często z dodatkowym kilogramem bagażu emocjonalnego.
Znamy się 18 lat. Jeśli przez taki czas metoda „liczenia kalorii” nie przyniosła im trwałego spokoju i stabilnej wagi, to znaczy, że to nie z moimi przyjaciółkami jest coś nie tak. To ta metoda jest nieskuteczna.
Dlaczego jako dietetyk mówię: Przestańcie liczyć?
Może to brzmi dziwnie w ustach specjalisty, ale w Shape Your Plate nie uczę matematyki. Uczę życia. Widząc moje przyjaciółki, zrozumiałam, że liczenie kalorii to tylko zewnętrzny plaster. Kiedy go zdejmujesz (bo są wakacje), rana wciąż tam jest.
Liczenie kalorii odcina nas od najważniejszego kompasu, jaki mamy: naszego ciała.
- Przestajemy pytać: „Czy jestem głodna?”, a pytamy: „Czy mam jeszcze limit w aplikacji?”.
- Przestajemy czuć sytość, bo przecież „zostało mi jeszcze 200 kcal, więc muszę coś dojeść”.
Po 18 latach obserwacji widzę jedno: te z nas, które przestały traktować jedzenie jak wroga do pokonania, a zaczęły widzieć w nim paliwo i przyjemność, są najszczęśliwsze.
Czas na nową historię
Moje drogie Przyjaciółki (i Wy, moje Czytelniczki) – nie chcę, żebyśmy za kolejne 10 lat, siedząc przy wspólnej kawie, znowu rozmawiały o tym, ile punktów ma ten sernik.
Zasługujecie na to, by iść na wesele i cieszyć się tańcem, a nie liczyć kalorie w głowie. Zasługujecie na to, by jeść intuicyjnie, korzystać z prostych zasad (jak moje „Miksy”) i ufać swojemu ciału tak samo, jak ufałyście mu 18 lat temu, gdy nosiłyście pod sercem swoje dzieci.
Jedzenie ma nas wspierać, a nie więzić.
W Shape Your Plate chcę Wam pokazać, że można wyjść z tego koła. Bez wagi kuchennej, bez poczucia winy, za to z ogromnym szacunkiem do samej siebie. Bo 18 lat to wystarczająco dużo czasu, by zrozumieć, że życie jest zbyt krótkie na wieczną dietę.
Z miłością, Beata