Kiedy noworoczna iskra gaśnie… Jak nie odpuścić sobie pod koniec stycznia?
Share
Cześć! Jak się dziś czujesz ze swoimi postanowieniami?
Bądźmy ze sobą szczere – mamy końcówkę stycznia. To ten moment, kiedy pierwsze emocje opadły, motywacja z 1 stycznia gdzieś wyparowała, a codzienna rutyna, zmęczenie i szarość za oknem zaczynają wygrywać z wizją „nowej ja”.
W psychologii mamy nawet na to określenie: Quitter’s Day. To czas, w którym większość z nas stwierdza, że „to jednak nie dla mnie”, „nie mam silnej woli” albo „zacznę od wiosny”.
Zanim jednak uznasz, że ten rok to kolejna porażka, usiądź wygodnie, weź głęboki oddech i pozwól, że jako psychodietetyk powiem Ci coś ważnego: To, co czujesz, jest absolutnie normalne. I wcale nie oznacza, że musisz przestać.
Dlaczego po 3 tygodniach „wymiękamy”?
W Shape Your Plate zawsze powtarzam, że odchudzanie zaczyna się w głowie. Po około 20 dniach w naszym organizmie dzieje się kilka rzeczy:
- Dopamina idzie spać: Na początku napędzała Cię ekscytacja zmianą. Teraz mózg uznał nową dietę za „pracę”, a on nie lubi się przemęczać.
- Pułapka „Wszystko albo Nic”: Zjadłaś kawałek pizzy albo odpuściłaś trening i nagle w głowie pojawia się głos: „No to po wszystkim, zawaliłam, nie nadaję się”
- Zmęczenie restrykcjami: Jeśli od 1 stycznia narzuciłaś sobie rewolucję, Twoje ciało po prostu mówi „dość”.
Jak przetrwać ten kryzys? (Moje psychodietetyczne wskazówki)
- Zdejmij z siebie ciężar doskonałości. Nie musisz robić wszystkiego na 100%. Jeśli zrobisz coś na 30%, to wciąż o 30% więcej niż gdybyś nie zrobiła nic.
- Zmień „muszę” na „chcę”. Zamiast myśleć: „Muszę iść na trening, bo inaczej nie schudnę”, spróbuj pomyśleć: „Chcę się poruszać, żeby poczuć się lżej i mieć lepszy humor”. Słowa mają ogromną moc!
- Bądź dla siebie dobra. Gdyby Twoja przyjaciółka miała gorszy dzień i zjadła nadprogramowe ciastko, czy powiedziałabyś jej, że jest beznadziejna? No właśnie. Potraktuj siebie z taką samą czułością.
Pamiętaj: Prawdziwa zmiana nie dzieje się wtedy, gdy wszystko idzie idealnie. Dzieje się wtedy, gdy mimo potknięcia, po prostu idziesz dalej.