Pączek to nie grzech. Psychologia „zakazanego owocu” w Tłusty Czwartek
Share
Zbliża się 12 lutego, a wraz z nim narodowa debata: „jeść czy nie jeść?”. W mediach społecznościowych już za chwilę zobaczysz dwa obozy. Z jednej strony zdjęcia gór pączków, z drugiej – kalkulatory kalorii wyliczające, ile kilometrów musisz przebiec, żeby „odpokutować” jednego faworka.
Jako psychodietetyk powiem Ci wprost: najbardziej tuczące w pączku jest... poczucie winy. Dlaczego? Bo to ono, a nie sam cukier, wpędza nas w błędne koło, z którego trudno wyjść.
Pułapka „zakazanego owocu”
Dlaczego gdy tylko powiesz sobie: „W tym roku ani jednego pączka”, nagle cały świat wydaje się pachnieć lukrem i konfiturą różaną? To klasyczny mechanizm psychologiczny zakazanego owocu.
Kiedy nakładasz na siebie sztywny zakaz, Twój mózg zaczyna traktować dany produkt jako towar deficytowy i wyjątkowo atrakcyjny. Rośnie napięcie. Walczysz ze sobą godzinami, aż w końcu – pod wpływem stresu lub widoku koleżanki z biura jedzącej ze smakiem – „pękasz”. Ale nie kończysz na jednym. Skoro „zawaliłaś”, to zjadasz trzy, cztery, a potem poprawiasz kolacją, bo przecież „dzień i tak stracony”.
Wniosek? To nie pączek jest problemem, ale Twoje podejście do niego.
Jak zjeść pączka (i nie zwariować)? Metoda uważności
Zamiast walczyć z tradycją, zapraszam Cię do eksperymentu z uważnym jedzeniem (mindful eating). To jedna z najskuteczniejszych metod w psychodietetyce.
- Wybierz tego najlepszego. Nie jedz pączka „przypadkowego”, tylko dlatego, że leży w kuchni. Idź do ulubionej cukierni. Wybierz ten, który naprawdę Ci smakuje.
- Zjedz go wszystkimi zmysłami. Przyjrzyj się mu, poczuj zapach, poczuj strukturę ciasta.
- Bądź obecna. Nie jedz go przed komputerem ani przeglądając telefon. Jeśli jesz pączka, to jedz pączka!
- Zatrzymaj się w połowie. Zadaj sobie pytanie: „Czy to nadal mi tak samo smakuje jak pierwszy kęs?”. Często okazuje się, że satysfakcja przychodzi szybciej, niż nam się wydaje.
„Wszystko albo nic” – Twój największy wróg
Wiele moich podopiecznych w Shape Your Plate boi się, że jeden dzień zrujnuje ich efekty. Spójrzmy na to merytorycznie: jeden pączek ma około 300-400 kcal. Żeby przytyć kilogram tkanki tłuszczowej, musiałabyś zjeść ich nadprogramowo około 20!
To nie Tłusty Czwartek sprawia, że tyjemy. Tyjemy od nawyków, które powtarzamy przez pozostałe 364 dni w roku. Jeden pączek zjedzony z pełną świadomością i przyjemnością to element zdrowej relacji z jedzeniem. Spirala obżarstwa, która następuje po poczuciu winy – to jest realne wyzwanie.
Moja rada dla Ciebie na 12 lutego:
Zdejmij z siebie presję bycia idealną. Jeśli masz ochotę na pączka – zjedz go. Bez karania się wieczornym treningiem, bez detoksów od jutra i bez nazywania siebie „słabą”.
Zapamiętaj: Zdrowe odżywianie to nie tylko to, co masz na talerzu, ale przede wszystkim to, co masz w głowie, kiedy na ten talerz patrzysz.
Dobre relacje z jedzeniem buduje się właśnie w takie dni jak ten. Bądź dla siebie dobra!